96% obywateli jest buddystami, więc można liczyć, że potraktują naszych
posłów z buddyjską cierpliwością. Zresztą, w ich Wielkim Churale Ludowym
jest tylko 76 deputowanych, więc na pewno chętnie przyjmą paru od nas -
tamci na pewno nie wyrabiają nawet połowy naszej normy w defraudowaniu
publicznych pieniędzy.
Państwo o fladze podobnej do Francji, tylko w innych kolorach. Kiedyś
mieli tam pełno kości słoniowej, ale wszystko im ukradli, więc teraz
tylko produkują kakao. Tego jeszcze nikt nie próbował kraść, więc nasi
politycy mogliby zostać pionierami.
Państwo, w którym wszelkie nazwy miast, rzek i szczytów górskich są
zupełnie niezrozumiałe. Jest to jednocześnie jeden z najbiedniejszych
krajów świata. Jest więc szansa, że nasz towar eksportowy w postaci
polityków, umrze z nudów nie mając co kraść.
To na samym dole globusa. Jest tam bardzo zimno a sam kontynent ma
kształt psa z gatunku Chihuahua użądlonego przez szerszenia i
machającego ogonkiem. Nie ma to jednak żadnego znaczenia - w każdym
razie na pewno nie ma tam nikogo, komu nasi politycy mogliby napsuć nerwów.
Niektórzy uważają, że politycy będą mieli trudności z trafieniem i mogą
latami błąkać się w poszukiwaniu celu swej podróży. No ale w sumie to
chyba nie jest problem :)? A nawet jeśli w końcu trafią - tam już nikogo
nie wkurzą ani nie okradną, chyba, że podwodnych ludzi z ich podwodnych
marzeń.
Wpisz gdzie i dlaczego właśnie tam chcesz ich wysłać.